O czym Pacjenci Ci nie powiedzą?

Tytuł posta zainspirowany jest kilkoma „trudnymi przypadkami” z kilku ostatnich wizyt w moim gabinecie. Jest przeciwstawny do pewnej strony z medycyny niekonwencjonalnej, przedstawiającej w sposób sensacyjny niesprawdzone informacje medyczne.

W mojej praktyce diagnostyki trudnych przypadków chorobowych często spotykam się z sytuacją, w której to pacjenci nie informują lekarzy o ważnych faktach dotyczących ich wywiadu chorobowego. Informacje te mogą być bardzo istotne dla postawienia ostatecznego rozpoznania.

Dotyczyć to może świadomie zatajanych informacji na temat życia intymnego ( w tym seksturystyka i zdrady partnerów), nadużywania substancji nielegalnych, nałogów (w tym gry hazardowe i Internet), działalności przestępczej (w „szkodliwych warunkach”), przeszłości kryminalnej. Czasem po zbudowaniu relacji z pacjentem, gdy nie powiodła się dotychczasowa diagnostyka, takie informacje chory postanawia ujawnić.

W chwili obecnej skupię się na sytuacjach, gdy pacjent pomija niektóre informacje NIEŚWIADOMIE! Bywa, że dowiaduję się o nich dopiero podczas wychodzenia pacjenta z gabinetu po 2 – godzinach rozmowy.

Pacjent nie zawsze pamięta o pewnych faktach lub uważa je za nie istotne dla jego choroby, mimo, że pytania  o zbliżone zagadnienia lekarz już wcześniej postawił. Na moje pytanie, dlaczego nie poinformował mnie, lub wcześniej odwiedzanych lekarzy odpowiadają:

„Bo nikt mnie wcześniej o to nie zapytał!”

Oto kilka ciekawych sytuacji.

I. Młoda pacjentka, podróżniczka w wywiadzie zgłaszała, że jest leczona przez lekarza chorób zakaźnych z powodu plamisto-grudkowej wysypki w obu okolicach lędźwiowych. Ponieważ wysypka pojawiła się po okresie bólów w w/w okolicy, ale bez zmian skórnych, lekarz podejrzewał półpasiec. Przed włączeniem leczenia wykonano oznaczenie miana przeciwciał VZV (IgM norma, IgG około 400), na wszelki wypadek lekarz poprosił o konsultację dermatologa. Rozpoznanie półpasiec. Włączono większe dawki Heviranu przez dłuższy okres czasu. Zmiany skórne ustąpiły. Sukces terapeutyczny, czy tylko zbieg okoliczności i samowyleczenie? Trudno teraz odpowiedzieć. (Pomocne byłoby wykonanie testu PCR w kierunku VZV z materiału pobranego z pęcherzyków na skórze). Często zdarza się, że pacjencie zdrowieją mimo leczenia 🙂

Znając nawyki pacjentów i skłonności do samoleczenia, szczególnie wg recept dr Google, zapytałem się chorej, czy już wcześniej zdarzały się bóle w tej okolicy pleców. Okazuje się, że bywały, ale o mniejszym nasileniu. Prawdopodobnie dlatego, że dużo podróżowała i spała często na niewygodnych łóżkach. Wówczas po masażach wykonanych przez męża dolegliwości ustępowały. Moje następne pytanie brzmiało, czy smarowała plecy maściami przeciwbólowymi i potem opalała się. Odpowiedź- NIE. Zapytałem się, czy stosowała jakieś plastry „rozgrzewające” . Odpowiedź- TAK! Niestety nazwy chora nie pamięta, w Polsce nie są dostępne (nie można sprawdzić, czy uczulają). Moje pytanie – „Czy mówiła Pani o tym lekarzom? ” – Odpowiedź” Nie! Bo nikt mnie o to nie pytał!

II. Pacjentka (pracownik z wykształceniem medycznym), uczulona na wiele substancji, astma oskrzelowa. Po wizycie w POZ, zgłosiła się do mnie po poradę nefrologiczną z powodu bólów w okolicy lędźwiowej, którym towarzyszyły obrzęki twarzy i podudzi. Na moje pytanie, czy zażywała ostatni leki, na które mogła się uczulić odpowiedziała, że NIE. W badaniach dodatkowych – USG nerek – bez zmian,nerki wydolne, bez białkomoczu, bez zmian wątrobowych i niedoboru białek. Objawy korzeniowe +-. Zaleciłem stosowanie Voltaren w maści. Pacjentka mówi, że stosuje już świetną maść rozgrzewająca z „jadu pszczelego„. Zapytałem się ponownie, o alergie. Czy jest pani uczulona na produkty pszczele. Pacjentka odpowiada, że NIE!. Wówczas mąż, który przysłuchiwał się rozmowie-„Jak to? Po ugryzieniu przez pszczołę bardzo puchniesz! Uznałem, że przyczyną obrzęków może być maść i zaleciłem jej odstawienie. „Czy mówiła to lekarzowi POZ, myślę, że nie. Dlaczego – bo prawdopodobnie nikt jej o to nie zapytał.

III. Pacjentka po ostrym zapaleniu trzustki leczonym szpitalnie zgłosiła się do mnie z powodu zażółcenia obu dłoni na stronie grzbietowej. Ponadto skarżyła się na skurcze mięśni. Negowała zażywanie witaminy A, soków z marchwi, hepatotoksycznych leków i alkoholu. Oznaczona w szpitalu bilirubina była w normie.Ponieważ pierwszym zadaniem lekarza u pacjenta z żółtaczka i zapaleniem trzustki w takiej sytuacji jest wykluczenie zmian nowotworowych w okolicy dróg żółciowych zleciłem badanie TK jamy brzusznej oraz HBs i anty HCV. Ponieważ pacjentka miała skurcze mięśni sugerowałem uzupełnienie prawdopodobnych niedoborów elektrolitów sokami owocowymi i warzywnymi.  Odpowiedź pacjentki – już stosuje te metody, ostatnio na przykład jem dużo dyni. Moje pytanie – jaki kolor ma ta dynia – Odpowiedź – żółty! Pytanie -Kupuje pani już obraną. Odpowiedź – Nie – sama obieram. Moje pytanie – dlaczego nie powiedziała Pani o tym wcześniej? Odpowiedź- „bo nikt mnie o to nie pytał, a nie widziała związku z zażółceniem dłoni”.

Moja zalecenie „Sugeruję obierać dynie w rękawiczkach! Niestety, aby mieć pewność, że  nie przeoczymy małego guza trzustki zaleciłem TK. Po tygodniu telefon od pacjentki – ręce nie są już żółte. Po miesiącu – TK bez zmian, ręce różowe.